Cudowne źródełko w Radoszycach – historia, legenda i praktyczny przewodnik
Cudowne źródełko w Radoszycach to jedno z tych miejsc, o których zwykle słyszy się przypadkiem – od kogoś, kto przejeżdżał tamtędy w drodze na Słowację. Solidnego, uporządkowanego opisu brakowało jednak od lat, dlatego pojechaliśmy tam sami, sprawdziliśmy dojazd, prześledziliśmy historię źródełka i kapliczki oraz zweryfikowaliśmy, co z krążących w sieci informacji nadal jest aktualne, a co się już zdezaktualizowało (na przykład w kwestii przejścia granicznego, o czym niżej).
Zanim przejdziemy do historii, garść najważniejszych informacji:
- Lokalizacja: wieś Radoszyce, gmina Komańcza, powiat sanocki, województwo podkarpackie – na pograniczu Beskidu Niskiego i Bieszczadów
- Odległość: ok. 40 km na południe od Sanoka i ok. 130 km od Rzeszowa (licząc na spokojnie – 2–2,5 godziny jazdy przez Sanok i Komańczę)
- Wstęp: bezpłatny, źródełko dostępne o każdej porze dnia, bez ograniczeń
- Dojście: źródełko leży wprost przy drodze; do kapliczki po drugiej stronie potoku Barbura trzeba przejść ok. 100 m po drewnianych kładkach
- Współrzędne GPS: 49.29709, 22.02564
- Warto wiedzieć: to wciąż czynne miejsce kultu, nie tylko atrakcja turystyczna – należy zachować odpowiedni szacunek
- Gdzie leży cudowne źródełko w Radoszycach?
- Jak dojechać do źródełka w Radoszycach?
- Legenda o Danusi, czyli skąd wzięło się określenie „cudowne”
- Jak dziś wygląda źródełko i czy można pić z niego wodę?
- Kapliczka nad potokiem Barbura, która przetrwała wysiedlenia
- Radoszyckie Źródełko – Spotkanie przy Granicy, czyli doroczny odpust, o którym warto wiedzieć
- Dawne przejście graniczne Radoszyce – Palota, czyli ślad granicy tuż za kapliczką
- Zanim wyruszycie
Gdzie leży cudowne źródełko w Radoszycach?
Radoszyce to niewielka wieś w gminie Komańcza, jedna ze starszych osad w dorzeczu Osławicy – pierwsze wzmianki o niej sięgają 1361 roku, choć okolica była zasiedlona już wcześniej, przy dawnym szlaku handlowym prowadzącym jeszcze z czasów rzymskich w stronę Karpat i dalej na południe. Samo źródełko znajdziemy około kilometra za wsią, w lesie, naprzeciwko murowanej dzwonnicy dawnej cerkwi greckokatolickiej pw. Matki Bożej Wspomożycielki (obecnie kościoła filialnego parafii w Komańczy). Droga, przy której leży źródełko, to dawny trakt handlowy prowadzący na Słowację przez Przełęcz Radoszycką, zwaną też Przełęczą Beskid.
To miejsce nie leży więc „gdzieś w Bieszczadach” w ogólnikowym sensie, w jakim często piszą o nim inne strony – to konkretny punkt na mapie województwa podkarpackiego, w powiecie sanockim, na granicy dwóch pasm górskich. Warto to sprecyzować, bo szukając w mapach po prostu „Radoszyce”, można trafić na inną miejscowość o tej samej nazwie w województwie świętokrzyskim – z cudownym źródełkiem nie ma ona nic wspólnego.
Jak dojechać do źródełka w Radoszycach?
Najwygodniej jedzie się tu z Sanoka. Kierujemy się na Zagórz, a stamtąd drogą nr 892 do Komańczy. W Komańczy skręcamy w drogę wojewódzką nr 897 w stronę Cisnej i po około czterech kilometrach zjeżdżamy do wsi Radoszyce. Jadąc dalej tą samą drogą, około kilometra za wsią, po prawej stronie, tuż za potokiem, zobaczymy niewielkie ocembrowanie przy drodze i metalową poręcz prowadzącą w dół – to właśnie ono. Cała trasa z Sanoka zajmuje niecałą godzinę, choć ostatni odcinek to typowa, wąska droga górska, więc warto jechać spokojnie, zwłaszcza że w okolicy swobodnie porusza się zwierzyna leśna.
Z Rzeszowa najprościej dojechać trasą przez Krosno i Sanok – to dodatkowa godzina do godziny piętnastu jazdy od samego Sanoka, w zależności od tego, jak zniosą nas ronda po drodze. Nie ma tu wydzielonego parkingu – samochód zostawia się po prostu na poboczu, którego akurat w tym miejscu jest sporo, są też miejsca do odpoczynku przy okazji postoju. Do samego źródełka schodzi się dosłownie kilkanaście kroków od drogi po kamiennych schodkach, więc nie potrzeba tu żadnego przygotowania kondycyjnego ani specjalnego obuwia – to nie jest wycieczka górska, a raczej krótki przystanek w trasie. Jeśli jednak zależy Wam też na kapliczce, przygotujcie się na przejście po drewnianych kładkach nad kilkoma wąwozami – gdy ziemia jest mokra, robi się tam ślisko, więc porządne buty się przydadzą.
Legenda o Danusi, czyli skąd wzięło się określenie „cudowne”
Historia, z którą wiąże się źródełko, rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku, gdy te tereny należały jeszcze do austriackiego Królestwa Galicji i Lodomerii. Według miejscowego podania, greckokatolicki proboszcz z parafii w Komańczy miał córkę imieniem Danusia, która – jak głosi legenda – ciężko zachorowała po kąpieli w rzece. Jej ciało pokryła bolesna wysypka i czyraki, którym nie potrafili zaradzić ówcześni lekarze, mimo prób leczenia trwających ponad rok.
Zrozpaczona dziewczyna miała pewnego dnia uciec do lasu, gdzie błąkała się przez wiele tygodni, żywiąc się tym, co dała jej okoliczna przyroda. W chwili największego wyczerpania, jak niesie legenda, ukazała się jej Matka Boska i wskazała miejsce – źródełko pod zielonym krzewem, tam gdzie dwa leśne potoki wpadają do potoku Barbura – każąc obmyć się w jego wodzie. Danusia miała posłuchać, a po kąpieli choroba zniknęła. Gdy po dziewięciu tygodniach nieobecności wróciła do rodzinnej wsi, wieść o jej cudownym uzdrowieniu szybko rozeszła się po okolicy, a do źródełka zaczęli ściągać ludzie cierpiący na najróżniejsze dolegliwości.
Na pamiątkę tego wydarzenia, jeszcze przed 1878 rokiem, ojciec Danusi ufundował przy źródełku niewielką kapliczkę. To właśnie ta historia sprawiła, że miejsce – dziś oficjalnie nazywane po prostu źródełkiem – w ludowej tradycji na trwałe zyskało przydomek „cudowne”.
Jak dziś wygląda źródełko i czy można pić z niego wodę?
Współczesne źródełko wygląda znacznie skromniej, niż mogłaby sugerować jego historia – i to jest chyba jego największy urok. Woda wypływa do niewielkiej studzienki ocembrowanej kamiennym murkiem z trzech stron, do której schodzi się kilkoma kamiennymi stopniami. Prace drogowe prowadzone w tym miejscu na przestrzeni lat podniosły poziom gruntu, przez co źródełko znalazło się dziś w niewielkim zagłębieniu tuż przy jezdni. Zebrana woda odpływa żwawym strumieniem do cieku biegnącego wzdłuż drogi, skąd czerpią ją zarówno turyści, jak i mieszkańcy okolicznych miejscowości – dla wielu z nich to zwyczajne, codzienne źródło dobrej wody do gotowania, a nie tylko miejsce kultu.
Trzeba jednak powiedzieć to wprost, bo żaden inny opis tego miejsca tego nie robi: nie ma tu żadnych oficjalnych badań sanepidu ani certyfikatu potwierdzającego jakość wody, a „cudowne” właściwości źródełka to kwestia wiary i tradycji, nie potwierdzony fakt medyczny. Miejscowi piją tę wodę od pokoleń i chwalą sobie jej smak, ale jak przy każdym dzikim, niekontrolowanym źródle w terenie – picie odbywa się na własną odpowiedzialność. Jeśli zależy Wam wyłącznie na zaczerpnięciu wody „na pamiątkę” czy do symbolicznego obmycia, nie ma tu żadnych przeciwwskazań – warto tylko podejść do tematu ze zdrowym rozsądkiem, a nie z założeniem, że to woda o potwierdzonych właściwościach leczniczych.
Kapliczka nad potokiem Barbura, która przetrwała wysiedlenia
Sto metrów dalej, po drugiej stronie potoku Barbura, stoi murowana kapliczka – ale nie ta sama, którą wzniesiono w XIX wieku. Pierwotna kapliczka, ufundowana przed 1878 rokiem w podzięce za uzdrowienie córki proboszcza, nie przetrwała burzliwej historii tych terenów. W 1947 roku, w trakcie przymusowych wysiedleń ludności łemkowskiej w ramach akcji „Wisła”, żołnierze zdewastowali okoliczne obiekty sakralne, a lata 1947–1990 to okres, w którym miejscowy kult i tradycja pielgrzymkowa praktycznie zamarły pod presją władz.
Nową kapliczkę wzniesiono dopiero w 1999 roku, w pobliżu miejsca, gdzie stała jej poprzedniczka – lokalizację trzeba było jednak zmienić ze względu na poszerzenie asfaltowej drogi prowadzącej do granicy. Warto wiedzieć, że we wnętrzu kapliczki znajduje się prawdziwy zabytek: obraz przedstawiający modlącego się Chrystusa w Ogrójcu, który przez dziesięciolecia wisiał w pierwotnej kapliczce i udało się go uratować przed zniszczeniem jeszcze w 1947 roku. Dziś ozdabia nowy obiekt, spinając w ten sposób historię miejsca sprzed niemal półtora wieku ze współczesnością.
Samo dojście od źródełka do kapliczki, choć krótkie, ma swój klimat – ścieżka przecina kilka wąwozów, nad którymi przerzucono drewniane kładki, a na stromszych fragmentach ustawiono schodki. To malownicza, spokojna trasa, a przy samej kapliczce czeka niewielka polanka z ławeczkami, gdzie można usiąść na chwilę modlitwy albo po prostu odpoczynku.
Radoszyckie Źródełko – Spotkanie przy Granicy, czyli doroczny odpust, o którym warto wiedzieć
Tradycja pielgrzymowania do radoszyckiego źródełka sięga czasów, gdy granica polsko-słowacka jeszcze nie istniała, a miejscowi Łemkowie odwiedzali je razem z sąsiadami zza południowych stoków Karpat. Pierwotnie pielgrzymki odbywały się dwa razy w roku, z czasem doszedł do nich zwyczaj odwiedzin w każdy czwartek po Święcie Zmartwychwstania Pańskiego. Ta tradycja przetrwała nawet trudności związane z ustanowieniem nowych granic państwowych po 1918 roku, załamała się dopiero w wyniku powojennych wysiedleń.
Od lat 90. XX wieku zwyczaj wrócił z nową siłą. Co roku przy kapliczce odprawiana jest uroczysta msza w obrządku greckokatolickim połączona ze świeceniem wody, w której – co ciekawe – uczestniczy też wielu wiernych wyznania rzymskokatolickiego. Po nabożeństwie impreza przenosi się na pobliskie boisko sportowe, gdzie od lat organizowane jest gminne święto pod nazwą „Radoszyckie Źródełko – Spotkanie przy Granicy”: występy zespołów ludowych (bywały wśród nich formacje ze Słowacji i Ukrainy), degustacje regionalnych potraw i zabawa taneczna do wieczora. Dokładny termin zmienia się z roku na rok – bywał to zarówno czerwiec, jak i początek lipca, zwykle w sobotę – dlatego przed planowaną wizytą w tym konkretnym celu polecamy sprawdzić aktualny kalendarz imprez Gminnego Ośrodka Kultury w Komańczy. Jeśli jednak akurat trafi Wam się ten termin przy okazji przejazdu przez region, warto się zatrzymać – to rzadka okazja, by zobaczyć źródełko w jego pierwotnej, wspólnotowej roli, a nie tylko jako punkt na turystycznej mapie.
Dawne przejście graniczne Radoszyce – Palota, czyli ślad granicy tuż za kapliczką
Około pięciu kilometrów dalej tą samą drogą leży miejsce dawnego przejścia granicznego Radoszyce – Palota, i to akurat wątek, przy którym większość dostępnych w sieci opisów jest dziś nieaktualna. Przejście dla małego ruchu granicznego działało tu od 1996 roku, w 2002 roku uruchomiono przejście turystyczne (dla pieszych, rowerzystów i narciarzy), a w 2006 roku – przejście drogowe, dopuszczające ruch pojazdów do 7,5 tony, z odprawą po stronie słowackiej we wsi Palota. Wszystko to skończyło się jednak wraz z wejściem Polski do strefy Schengen 21 grudnia 2007 roku, kiedy formalne przejście zniesiono. Od tamtej pory w miejscu dawnej kontroli stoi po prostu słupek graniczny, obok którego można swobodnie przejść – bez budki, szlabanu ani odprawy.
Trzeba jednak dodać ważne zastrzeżenie, o którym rzadko wspomina się przy okazji opisów tego miejsca: w ostatnich latach Polska kilkukrotnie czasowo przywracała kontrole na wewnętrznych granicach Schengen, w tym na granicy ze Słowacją – działo się tak choćby w latach 2023–2024, a doniesienia wskazują, że podobne kontrole wprowadzano też w 2026 roku w związku z ogólnoeuropejskimi decyzjami dotyczącymi migracji i bezpieczeństwa. W takich okresach ruch graniczny bywa ograniczony wyłącznie do wyznaczonych, oficjalnych przejść – a Radoszyce – Palota, jako przejście zlikwidowane już w 2007 roku, zwykle się wśród nich nie znajduje. Dlatego to miejsce najlepiej traktować jako historyczną ciekawostkę i punkt widokowy przy okazji wizyty przy źródełku, a nie jako gotową trasę na spontaniczny wypad na Słowację – aktualny status kontroli granicznych warto zawsze sprawdzić bezpośrednio na stronie Straży Granicznej przed taką wyprawą.
Zanim wyruszycie
Cudowne źródełko w Radoszycach to miejsce, które łatwo zwiedzić przy okazji dłuższej trasy w Bieszczady czy Beskid Niski – nie wymaga całego dnia, a samo w sobie jest wystarczająco ciekawe, by uzasadnić kilkunastominutowy postój. Warto jednak pamiętać, że to wciąż żywe miejsce kultu, nie skansen – msze i modlitwy odbywają się tu realnie, więc jeśli trafi się na kogoś modlącego się przy kapliczce, dobrym nawykiem jest po prostu zachować ciszę i odczekać z pstrykaniem zdjęć. Najlepszą porą na spokojną, kameralną wizytę jest dzień powszedni poza terminem czerwcowego odpustu – wtedy najłatwiej naprawdę poczuć klimat tego miejsca, zamiast oglądać je w tłumie.
Jeśli planujecie dłuższą wycieczkę po tej części Podkarpacia, zaglądnijcie też do innych naszych przewodników po regionie – to jedno z tych miejsc, które najlepiej smakuje w towarzystwie kilku innych, mniej znanych przystanków na trasie.
Najczęstsze pytania o źródełko w Radoszycach
Nie. Dostęp jest całkowicie bezpłatny i możliwy o każdej porze dnia i nocy.
Tak, źródełko leży wprost przy drodze wojewódzkiej biegnącej przez Radoszyce – wystarczy zjechać na pobocze, gdzie jest miejsce do zaparkowania.
Miejscowi pobierają ją regularnie od lat, jednak nie istnieją oficjalne badania sanepidu potwierdzające jej jakość. Picie, jak przy każdym dzikim źródle, odbywa się na własną odpowiedzialność.
Zwykle w czerwcu lub na początku lipca, najczęściej w sobotę. Dokładny termin ogłasza co roku Gminny Ośrodek Kultury w Komańczy.
Fizycznie granica nie jest w żaden sposób zagrodzona, ale formalnie przejście zlikwidowano już w 2007 roku, a w okresach czasowego przywracania kontroli granicznych ten punkt zwykle nie należy do przejść wyznaczonych do legalnego przekraczania granicy. Traktujcie to miejsce jako ciekawostkę, nie jako trasę wycieczki zagranicznej.